KOMEDA_1967-1969 - PRACA ZAWODOWA NAD FILMAMI
KRZYSZTOF KOMEDA pojawił się w Los Angeles , zaproszony do współpracy przez Romana Polańskiego, by skomponować i nagrać oprawę muzyczną do kolejnego filmu tego wspaniałego, lecz w Hollywood jeszcze wówczas nie znanego, reżysera.
Chodziło rzecz jasna o muzykę do filmu „Rosemary’s Baby”.
Krzysztof Komeda skomponował główny motyw na początku 1968 roku, przebywając w hotelu Sunset Marquis w Los Angeles. Reżyser Roman Polański i Komeda zdecydowali, że delikatny, nawiązujący do kołysanki temat tytułowy wykona odtwórczyni głównej roli, Mia Farrow, jej własnym, eterycznym głosem. Tekst do anglojęzycznej wersji piosenki („Sleep Safe and Warm”) napisali Larry Kusik i Eddie Snyder.
Ze swego zadania wywiązał się znakomicie. Ścieżka dźwiękowa łączyła nastrojowy jazz, niepokojące, mroczne eksperymenty oraz niewinną melodię kołysanki, co przyniosło Komedzie międzynarodowe uznanie i nominację do Złotego Globu. Nagle z nikomu nie znanego europejskiego kompozytora, w ciągu sześciu miesięcy stał się celebrytą, jeżdżącym wspaniałym sportowym samochodem, mieszkającym w Beverly Hills, i bywającym w najznakomitszych artystycznych towarzystwach.
Stał się hollywoodzką gwiazdą.
Następną propozycją było nagranie muzyki do filmu „The Riot” w reżyserii Buzza Kulika. Ta praca nie była już tak satysfakcjonująca.
Jak pisze Tomasz Lach w swoim opracowaniu „Hollywood. Ptasia uliczka Komedy. Wizja lokalna”:
„Krzysztof Komeda jest zmęczony. Od kilku tygodni, przesiaduje całymi dniami w studio montażowym, montując skomponowaną i nagraną już muzykę do fragmentów kolejnego filmu „The Riot” w reżyserii Buzza Kulika.
Raz kilka sekund, a raz nawet cała minuta w wyczerpującym skupieniu. I w ciągłym stresie, ponieważ efekt zapowiada się fatalnie. Gene Hackman grający jedną z głównych ról wspaniale zapowiadający się młody aktor zastanawia się, czy nie wycofać z czołówki swojego nazwiska, a zmontowane już opowiadanie o tragicznym buncie w więzieniu stanowczo gubi swój sens oraz dynamikę.
Tylko ballada… Filmowy leitmotiv, który jest przecież równie ważny, a często nawet ważniejszy od grającego główną rolę aktora, bo ten kiedyś zestarzeje się, wyczerpując swój resurs popularności i stanie się wiwatującym samemu sobie artystycznym dziadkiem.
Natomiast melodia, o ile ponadczasowa, pozostanie już na zawsze, niosąc pamięć o filmie w następne dekady. Tutaj były również dyskusje, ale Komeda zdecydował, że firmującą „The Riot” westernową balladę: „100 Years” zaśpiewa Bill Medley, młody kalifornijski bas-baryton.
Stresy, pośpiech i obawy. Czy na pewno uda się i czy Paramount podejmie po pozytywnej kolaudacji decyzję o rozpowszechnieniu ? Materiał filmowy już zmontowany i nic nie da się zmienić czy dokręcić, ponieważ większość zdjęć filmowych była realizowana w prawdziwym więzieniu Yuma Territorial Prison.
A więc jeżeli dział dystrybucji stwierdzi, że to będzie ewidentna strata, film zostanie „pułkownikiem” i może wylądować na jakiejś półce w magazynie niewypałów z doczepionym wilczym biletem.
Natomiast ballada… Szef działu muzycznego CBS, korporacyjnej części Paramount twierdzi, że to absolutny „więzienny hit, ponieważ napisana na gitarę, ze smutnym, nostalgicznym tekstem i już ją gdzieś zagrali, podobno w jakimś więzieniu i jest bardzo, a nawet bardziej niż: Ok! Więc pewnie zapuszkują „100 lat” do katalogu US więziennych evergreenów i ballada
przejdzie do historii penitencjarnej sztuki.
Stres i wyzwanie. Co dalej, bo to jest ten czas, kiedy trzeba kolejnym sukcesem potwierdzić swoją wartość, gdyż tutaj liczy się wyłącznie: WYNIK!
Realizowany w Nowym Jorku, na zewnątrz słynnego, podobno obłożonego klątwą budynku „Dakota” oraz na terenie Paramount’u we wtedy kultowym, ponieważ gwarantującym sukces – na co są pisemne księgowe oraz finansowe dowody – „Stage 5”, film Romana Polańskiego: „Rosemary’s Baby” był jednym z trzech z 34 wyprodukowanych w tym roku filmów, których zadaniem – na co liczyli inwestorzy – było wydobycie Paramountu z poważnych problemów finansowych.
I to był największy z komedowych stresów!
Czy sprosta rywalizacji na najwyższym światowym poziomie?
W pierwszych dniach czerwca 1968 roku zawarł z Paramountem – dzięki sprawności swojego doradcy prawnego i upierdliwości Zośki K. – znakomitą umowę. Trzy lata pracy dla korporacji Paramount. Trzy do sześciu filmów rocznie i jednocześnie może pracować w Europie. Jedna z dwóch tego typu umów z wytwórnią, gdyż są to z jej strony solidne zobowiązania. Diety, postojowe, ubezpieczenia oraz koszty pozostałe. Sęk w tym, że w podobnym terminie taką samą umowę zawarł drugi z beneficjentów. Ennio Morricone.
A więc teraz Krzysztof siedzi od wczesnych poranków do późnych wieczorów za konsoletami w studio montażowym – Assembly Stage w nieistniejącym już budynku przy północno-wschodniej granicy wytwórni spoglądając w chwilach wytchnienia – papieros, kawa, papieros, herbata – na pejzaż za studyjnym oknem. Na przylegający do wytwórni hollywoodzki artystyczny cmentarz.”
https://jazzforum.com.pl/pdf/Ptasia-Uliczka-NET.pdf