KOMEDA_1969 WARSZAWA

Zofia Komedowa podjęła heroiczny wysiłek, by przewieźć Krzysztofa do Warszawy.
Po wielu dyskusjach w gronie najbliższych przyjaciół, oraz konsultacji z mecenasem Wallym Wolfem, a także zmuszeniu Konsulatu Polskiego w USA do pomocy, Zofia otrzymała od polskiego MSZ gwarancję częściowego pokrycia kosztów przelotu do Polski.

Po nawiązaniu kontaktu ze Szpitalem Klinicznym Dzieciątka Jezus w Warszawie, Zofia pożyczyła od Wolfa brakujące do opłacenia biletów lotniczych dolary – łączny koszt przelotu wyniósł prawie dwa tysiące. I uciekła z Hollywood po raz drugi do Polski.

Praktycznie uciekła, ponieważ po pierwsze, jeszcze wierzyła w ocalenie Komedy i w ponowną operację, omawianą korespondencyjnie z warszawskimi neurologami.

Po drugie dlatego, że gdyby wytwórnia filmowa nie dogadała się ze szpitalem, a ten zgłosił zadłużenie, jako zamierzone oszustwo czy też wyłudzenie, wtedy Komeda skończyłby w umieralni, i został już na zawsze w LA, na jakimś cmentarzu.

Lot, ze względów logistycznych, odbył się w dwóch etapach. Najpierw lot przez Atlantyk z Los Angeles do Londynu, gdzie Komeda spędził noc, a potem lot do Warszawy.

Jeszcze w Midway Hospital zapadł na zapalenie płuc, które w dniu opuszczenia szpitala było już obustronne.

Jednak tej informacji nie umieszczono w wypisie. Odkryli to dopiero lekarze w londyńskim szpitalu. Za późno. Trzy miesiące w śpiączce, błędnie zdiagnozowany i niewłaściwie leczony, nękany chorobami, wychudły, krańcowo osłabiony, pozbawiony odporności. Na cokolwiek było już za późno.

Niestety, personelowi warszawskiego szpitala na Oczki nie udało się uratować muzyka.

Krzysztof Komeda odszedł 23 kwietnia 1969, trzeciego dnia po przylocie do Polski, w środę, kilka minut przed godziną czternastą. Za 4 dni skończyłby 38 lat.

Nie doczekał zaplanowanej na czwartek operacji.

Krzysztof Komeda zm. 23 kwietnia 1969 w Warszawie. Został pochowany w Warszawie na Powązkach (kwatera 18-6-24).

https://jazzforum.com.pl/pdf/Ptasia-Uliczka-NET.pdf

KOMEDA_1969 -POGRZEB NA POWĄZKACH